Nezu

Naszła mnie dzisiaj niesamowita wena. Bo pewnie nie wiecie, ale z myślą o napisaniu powieści chodzę już bez mała od 10-go roku życia, ale jako że wcześniej byłam po prostu dzieckiem, nie mogłam podołać czemuś takiemu, a potem nie wiedziałam jak zacząć. Teraz zaczęłam i poniżej prezentuję pierwszy, premierowy fragment mojej powieści…

Na początek muzyka, bo kojarzy mi się z nią i z latem:

Biec, byle się nie zatrzymywać, najszybciej jak się da. Nie zważać na ból, nie dać się powalić. Biec jak najdalej wzdłuż rzeki, przez otaczające pola i trawy (z góry widok na całą okolicę). Łapać oddech choćby nie wiem co. Biec mimo potu ściekającego na oczy, mimo coraz bardziej trzęsących się kończyn. Biec, by zapomnieć, by pamiętać – by dobiec do celu, którym jest nieznane.

 ***

Było to miejsce, o którym nie będzie za dużo w niniejszej opowieści, ale narrator krótko opisze je, gdyż ma spore znaczenie dla całej tej historii. Zwykła szara ulica z żywopłotem po jednej stronie i domkami po drugiej, dzień letni, słoneczny. Poboczem szła dziewczyna, wracająca z zakończenia roku szkolnego, ze świadectwem i czasopismem w ręku i wzrokiem wbitym w ziemię. Skręciła do domu – starego budynku, usilnie odnawianego przez jej rodziców, co widoczne jest szczególnie na zawalonym sprzętem budowlanym podwórku. Weszła do budynku, pokazała świadectwo mamie, po czym poszła do swojego pokoju i zagłębiła się w lekturę jej ulubionej gazety.

Nie poczytała długo, bowiem chwilę później przed nią pojawiła się kula jasnego światła. Dziewczyna odskoczyła jak poparzona, wielkimi oczami wpatrując się w to dziwne zjawisko. Światło stało tak spokojnie w powietrzu, jak gdyby uważnie się jej przyglądało. Po czym wybuchło.

Potem był ból, krzyk, oślepiająca biel, dzwonienie w uszach i jakieś naglące głosy, słyszane jakby z daleka, przez sen. I nagle wszystko ucichło. Zostało tylko ciche brzęczenie i jasność. Dziewczyna obudziła się.

Pierwszym, co ujrzała, był sufit, a źródłem brzęczenia okazała się jarzeniówka. Dziewczyna rozejrzała się. Wokół stała aparatura medyczna, stojak z kroplówką, stolik i dwa krzesła. Sama leżała na ascetycznym metalowym łóżku z materacem obszytym skórą, a kroplówka była podłączona do jej lewej ręki. Była w szpitalu.

Do pokoju weszła pielęgniarka.

– O, obudziłaś się. – powiedziała po angielsku – Coś cię boli? Usiądź. No już, siadamy. Zaraz zadzwonię po twoją mamę, na pewno chcesz się z nią zobaczyć – rzuciła na odchodne i wyszła.

Zdziwiona dziewczyna została sama. Pomacała się po czole. Miała na nim opatrunek. Zaczęła zastanawiać się, co takiego się stało, że aż wylądowała w szpitalu. Niewyraźnie pamiętała scenę z tym światłem i powoli uświadamiała sobie, że ta sytuacja miała z nim jakiś związek.

Po około pół godziny drzwi otworzyły się i do pokoju weszła jakaś kobieta.

– Dzień dobry, kochanie. Jak się czujesz? – zapytała także po angielsku.

– Dźń dbry – wydukała dziewczyna – dopsz.

– Moment, mówisz po polsku? – kobieta przysunęła jedno z krzeseł bliżej łóżka i usiadła na nim – O, mam ci tyle do powiedzenia! Napędziłaś nam strachu. Ledwo cię odzyskaliśmy, to zaraz mogliśmy cię stracić. Zniszczyłaś połowę laboratorium. Ale to nie szkodzi, nie przejmuj się. Dobrze, Nezu, powiedz: pamiętasz mnie?

Dziewczyna zrobiła wielkie oczy.

– Nie nazywam się Nezu. I nie pamiętam pani.

– Ech, to chyba wina tego wypadku. No nic. Naprawdę nazywasz się Nezu, adoptowałam cię, kiedy miałaś cztery latka. Niezwykłe było z ciebie dziecko – uśmiechnęła się kobieta. – Czemu jesteś taka przestraszona? Spokojnie, mała – poklepała dziewczynę po udzie. – Dobrze, musisz się przespać – spojrzała na zegarek – już prawie druga w nocy. Nakazałam szpitalowi zadzwonić do mnie, kiedy się obudzisz, ale nie przypuszczałam, że to będzie o takiej porze – zaśmiała się. Jutro przyjdę i opowiem ci więcej. Zresztą chyba pozwolą ci już wyjść, tak przypuszczam Dobranoc, słonko.

– Branoc – odpowiedziała dziewczyna o nowo nabytym imieniu Nezu. Kobieta zgasiła światło i wyszła, zostawiając ją ze swoimi myślami.

 ***

– Jesteś wybranką – opowiadała kobieta, kiedy razem wychodziły ze szpitalnych murów – jedną z niewielu obdarzonych ponadprzeciętnymi zdolnościami i ogromną siłą, które mierzymy już w momencie urodzenia, a służycie w obronie świata przed agresorami z kosmosu. Kiedy ty i twoje rodzeństwo byliście mali, Ziemię zaatakował potężny napastnik, nie będę wchodzić w szczegóły, ale obawialiśmy się, że coś wam się stanie (niech bronią nas dorośli wybrańcy), więc wykorzystaliśmy zdobycze ówczesnej nauki i wysłaliśmy was po innymi postaciami do równoległego wszechświata, czekając na stosowny czas, żebyście powrócili. Twoi przybrani bracia już tu są i czekają na ciebie – ponownie się uśmiechnęła.

Nezu słuchała tego wszystkiego w oszołomieniu. Nie bardzo chciało jej się w to wierzyć, w końcu wychowała się jako zwykła osoba w całkiem zwykłym świecie, zastanawiała się jak to możliwe, że los wepchnął ją nagle do czegoś takiego. Ale na odpowiedzi na to pytanie przyjdzie jeszcze czas.