Schizo-

Do niedawna myślałam, że problemy psychiczne moje i mojego rodzeństwa miały przyczynę w depresji naszej mamy. Ciągle opowiadała o swoim ciężkim życiu, często rozpaczała, obwiniała się o nasze niepowodzenia i ogólnie zawsze była pod tym względem na pierwszym planie. Ale tak naprawdę zamieszany w to jest też ktoś, kto zwykle siedzi cicho i nie zwraca na siebie zbytniej uwagi. Tym kimś jest tata.

Jak już wspomniałam, podejrzewa się u mnie rzadko diagnozowaną osobowość schizoidalną. Nie jest to choroba jako taka (bo domyślam się, że większości nazwa kojarzy się – oczywiście – z o wiele gorszą schizofrenią), jedynie zaburzenie osobowości, które może być „zaczątkiem” choroby, ale nie musi. Mi się poszczęściło i jak dotąd miałam tylko objawy nerwicy, bardzo silne i różnorodne, jednak tylko nerwicy. Udało mi się też niedawno porozmawiać ze starszym bratem i dowiedziałam się, że u niego również się tę osobowość podejrzewa, tak że zdecydowanie coś jest na rzeczy.

Wracając do taty – przeanalizowałam wiele stron z artykułami dotyczącymi osobowości schizoidalnej i doszłam do wniosku, że może być jej głównym „nosicielem” w naszej rodzinie. Nie ma dużo znajomych, w zasadzie jako gości toleruje tylko z kolegę z pracy, kiedy do nas z rzadka przyjdzie, babcię i swoje rodzeństwo; innych przybyszów w naszym domu nie znosi, a chodzić gdziekolwiek nie chce. Jest obojętny na krytykę i pochwały: kiedy mama coś ojcu zarzuca, on tylko patrzy na nią i się śmieje, a kiedyś powiedział jej też, że jego chwalić nie trzeba. Do życia podchodzi bez emocji, obojętnie, praktycznie z nikim nie rozmawia.  Aż dziw doprawdy, że nigdy nie uważaliśmy tego za nienormalne!

Nie wiem, czy typ osobowości się dziedziczy, czy się go wyucza, na szczęście nie jestem jakimś skrajnym przypadkiem. Fakt, że często zauważam, że nie odczuwam emocji wtedy, kiedy, jak mi się wydaje, powinnam, a kontakty z ludźmi ograniczam właściwie do zawodowych, ale przynajmniej próbuję coś ze sobą zrobić (tata nigdy w życiu nie poszedłby do psychologa). Nieważne, jak (nędznie) mi to wychodzi, jednak samo to, że dorwałam pracę, i to na bardzo obleganym przez klientów stoisku w markecie, jest ogromnym sukcesem.

I już nie obwiniam rodziców o to, jak potoczyły się moje losy (bo dawniej byłam na nich bardzo zła z tego powodu), bo lepiej być ponad to i próbować zrozumieć ich i znaleźć nić porozumienia. To na pewno pomoże naszej rodzinie bardziej niż ciągłe wymówki.