Trudy leczenia

Ostatni post, krótki i rozpaczliwy, poprzedził atak płaczu w pracy i zwolnienie się do domu. Nerwowa jestem ostatnio i bezsilna wobec życia. Chociaż w tej chwili i tak jest lepiej, bo mniej się tym zadręczam. Może to dzięki lekom, nie wiem.

Biorę 2 medykamenty. Mają różne działanie, dlatego w uproszczeniu nazywam je pobudzającym i uspokajającym. Ten drugi jest dość mocny, denerwuje mnie. Przytyłam przez niego, jak na razie na szczęście niedużo, ale nawet te parę kilo mnie już dobija, w końcu mam dysmorfofobię. Inna sprawa, że nie pomaga mi na moje paskudne uzależnienie od słodyczy, chyba wręcz przeciwnie – pierwszy może by pomógł, gdyby nie drugi… A ja nie potrafię nad tym zapanować.

Dodatkowo zanikł mi okres. Na początku cykl mi się skrócił – psycholog uznała, że to od stresu, ale ja już wiedziałam, że to nie to, bo nigdy nie miałam takich problemów bez względu na to, jak mocno się stresowałam. Podobno ten lek powoduje bezpłodność. Muszę zapytać lekarza, ile czasu mam go brać, bo jeśli do końca życia, to szlag trafi moje plany dotyczące posiadania dzieci. Mam nadzieję, że to będzie maks. rok czy 2 lata terapii, bo więcej chyba nie zniosę.

Niby jest lepiej, czuję się wyciszona, być może trochę śmielsza, ale nie potrafię nie skupiać się najbardziej na działaniach niepożądanych. Chociaż w sumie brałam już w życiu gorsze leki, ten pod względem paskudności plasuje się dopiero na trzecim miejscu, to muszę przyznać.

P.S. Zapomniałam dopisać, że ten atak płaczu spowodowany był tym, że wydało mi się, że koleżanki w pracy mnie obgadują i nie traktują tak jak kiedyś. Nie wiem, czy to jest już urojenie, czy tylko jakaś głupawka, ale trochę to niepokojące.