Życie

Stało się to, czego spodziewałam się od paru tygodni – w poniedziałek zwolnili mnie z pracy. Z powodu moich leków, a raczej tego, co wywołują, kierownictwo nie mogło mi dać odpowiedniego stanowiska w sklepie. Wiedziałam, że będzie duży problem, nawet nie wymagałam, że znajdą mi coś odpowiedniego.

Przygotowywałam się na tę ewentualność, więc nie przeżyłam tego praktycznie wcale, a raczej zaczęłam wybiegać myślą do przodu, ku nowej pracy. Nie wiem jak szybko ją znajdę, ale wszystko przede mną.

Za to kolejna wizyta u dietetyczki była nieco zniechęcająca. Dzięki diecie tłuszcz spadł, oczywiście, ale niestety nadmiar wody wzrósł, co w ostatecznym rozrachunku nie zmieniło za mocno mojej wagi. Wychodzi na to, że drogi suplement, który kupiłam, nic nie daje i poważnie zastanawiam się, czy nie zrezygnować z wizyt i nie wypróbować czegoś tańszego z apteki. Bo jak na razie wydaje mi się, że cała ta sprawa z dietetyczką jest zupełnie niepotrzebna i jedynie uwiązująca do restrykcyjnego jedzenia bez żadnego sensu. Aż się odechciewa.

Coś nowego w moim życiu

Jako że z powodu leków mam ostatnio problem z jedzeniem i, co za tym idzie, wagą, psycholog namówiła mnie na wizytę u dietetyczki. Krygowałam się trochę, bo utarło się we mnie takie myślenie, że kto normalny chodzi do dietetyczek, zresztą to kosztuje i wymaga dużo poświęcenia, ale w końcu zdecydowałam się jednak umówić. Powyższa bolączka jest dla mnie dosyć poważna (w sumie jak może nie być!), źle się czuję przy obecnej wadze, tak że musiałam wreszcie zebrać się w sobie i pójść.

Jestem już po pierwszej wizycie i co zrobiło na mnie największe wrażenie: dowiedziałam się, że z 24 kilo, które przytyłam, 21 to nadmiar wody, a tylko 3 to tłuszcz. I to mimo tego, że miałam takiego hopla na punkcie słodyczy, że nie mogłam sobie z tym poradzić. Wszystko przez leki. Jeden już mam odstawiony, bo podnosił mi prolaktynę, o której już wspominałam w poprzednim wpisie, ale została reszta, nie tak okropna wprawdzie jak ten wyżej wspomniany, jednak nadal niedobra dla mojego organizmu. No ale niestety, muszę je brać.

Szczerze przyznam, że poczułam się odrobinę pocieszona, bo mimo wszystko tego tłuszczu jest mało, chociaż nie wiem ile zajmie mi pozbycie się całej tej wody. Na szczęście dostałam na to specjalny preparat, więc pożyjemy, zobaczymy.

Zmotywowało mnie to do działania i mimo że całkowita zmiana sposobu żywienia, jaką zaleciła mi dietetyczka, będzie dla mnie dużym wyzwaniem, jestem zachęcona, żeby się postarać. Co tydzień mam mieć kontrole i ciekawi mnie, jakie będą efekty. Będzie ciężko, będzie kosztownie, ale trzeba się poświęcić dla zdrowia. I odzyskania zadowolenia z siebie. Oby się udało.