Co ja tu robię?

Nie mogę spać. Psychiatra zmniejszył mi dawkę leku i stałam się przez to nerwowa bez wyraźnego powodu. A zmniejszył dlatego, że rozregulowały mi się cykle miesiączkowe, tak że przez 3 miesiące nie miałam wcale okresu, po czym pojawiły się 2 względnie normalne, a ostatni mocno się spóźnił.

Ze szpitala już wyszłam, ale na własne żądanie. Czułam się tam inaczej niż poprzednio, może nie jakoś bardzo źle, ale nie mogłam, a właściwie nie potrafiłam zmusić się, żeby zintegrować się z tymi ludźmi. Byli jacyś tacy… niby także zaburzeni, jednak inaczej niż ja i nie czułam się taka jak oni, a bardziej inna niż w normalnym życiu. Poza tym, że tym razem na oddziale znajdowały się osoby z trudniejszymi problemami niż w 2009, a ze mną jest lepiej niż wtedy i przejmowała mnie myśl, co ja tam właściwie robię. Po prostu z wyjazdem tam popełniłam błąd.

Ale powrót do domu nie był radosny. Nie byłam w pracy ponad miesiąc, więc musiałam znowu stanąć na komisji lekarskiej. I po raz kolejny nie dostałam pozwolenia na pracę przy maszynach i na wysokości, co niestety wiąże się z ponownym odsunięciem mnie od pracy. Wprawdzie mój pracodawca złożył odwołanie do Gdańska, ale mam obawy, że nie pójdzie mi tak łatwo jak w grudniu i podtrzymają decyzję mojej miastowej lekarki – bo tym razem psychiatra sam potwierdził jej zdanie. Nie wytłumaczyłam: chodzi o moje leki. Ktoś stwierdził, że oba zaburzają funkcje motoryczne, a co za tym idzie nie mogę pracować przy krajalnicy ani wchodzić na stołek w pracy, bo, mimo że jestem już przyzwyczajona do leków i mam pewność, że nic bym sobie przez nie nie zrobiła, to lekarka medycyny pracy nie chce być odpowiedzialna za ewentualny wypadek. A w pracy wiadomo, też nie chcą mieć problemów. Dlatego mnie odsunęli.

Takie to jest wspaniałe: bez leków nie jestem w stanie normalnie pracować, a z lekami też. Naprawdę boję się, że będę musiała szukać innej pracy. A jacy koledzy mi się trafią? Kto wie, na to, że będą tak wyrozumiali jak większość moich obecnych koleżanek, jest mała szansa. Jeszcze lepsze: większa dawka leku na uspokojenie oznacza brak okresu, mniejsza praktycznie brak pozytywnych rezultatów przy utrzymaniu pozostałych skutków ubocznych. Mam podwyższoną prolaktynę. Przeszło pięciokrotnie.

Ale zmieniając temat. Koleżanka z pracy mówiła, żebym wyszła do ludzi, oddziczała trochę. No to zaprosiłam znajomą z jej rodziną na parapetówkę (raz na sto lat z kimś pogadam, no pięknie). Było miło, czułam się swobodnie i nawet z satysfakcją stwierdziłam, że nie myślałam o tym, żeby już sobie poszli. I taka mnie naszła refleksja – nie jestem już chyba nieśmiała. Mam pewne lęki, owszem, ale większość ludzi jakieś ma. Nie nieśmiałość mnie toczy, tylko ta głupia osobowość schizoidalna.

Na lekach czuję się płytka, bez refleksji. Ktoś przy mnie snuje jakieś głębokie filozoficzne, psychologiczne albo naukowe rozważania, a ja nic, nawet czuję, że to jest jakoś poza mną. Jestem płaska i ta płaskość mnie niepokoi.

A związek? Nie wiemy jak pogodzić pracę tu z pracą tam i umiejscowić wspólne mieszkanie, gdzie będzie najbardziej dogodnie (czyt. najbardziej opłacalne i zarazem najdalsze od psychotycznej przyszłej teściowej). Jak znam moje szczęście, to poczekam na rozwiązanie jeszcze parę lat.

P.S. W kwietniu mój blog skończył 10 lat, czyli ponad 1/3 mojego życia. Kto by pomyślał, że coś tak trywialnego przetrwa tyle czasu.