Nie stać mnie na pasje

Wydaję się osobą, która nie ma zainteresowań. Właściwie nie robię nic poza pracą i siedzeniem w domu. To, co robię, jest jałowe – bo co daje gra w WoWa, tym się w życiu nie pochwalę, nie opowiem koleżankom z pracy, bo nawet nie zrozumieją co ja do nich szprecham. Jak nie gram, to przeglądam strony z obrazkami – nic produktywnego. Żeby mnie chociaż do czegoś inspirowało, ale nie, gdzie tam. Wybiło już 13 lat od kiedy przestałam rysować i o ile dawniej potrafiłam zrobić staranny i precyzyjny rysunek, to dzisiaj mam problem nabazgrać coś najprostszego – i szczerze mówiąc boję się uczyć od nowa. No i nie chodzę na imprezy ani do knajpy ze znajomymi. Siedzę w domu i gniję.

Ale jak to ma wyglądać inaczej? Wiecie, co bym chciała robić? Składać domki dla lalek, a przynajmniej jeden i urządzić go tak, jak to sobie wymarzyłam. Zbierać lalki, najlepiej Tonnery, poubierać pięknie i postawić, niech wszyscy podziwiają*. Zrobić kolekcję książek moich ulubionych pisarzy, dokupić pojemny regał i cieszyć się z posiadania (bo czuję, że to mogłabym naprawdę posiadać; nie tak jak meble czy grzejnik, coś właściwego sobie).

Tylko za co miałabym to kupić? Owszem, zamówiłam sobie prenumeratę Pratchetta, ale mocno tym sobie nadszarpnęłam mój budżet i jeszcze długo się po tym nie pozbieram. Faktem jest, że nie mam za co poświęcić się temu, co mnie interesuje, bo mam tak zaplanowane ważne wydatki na przyszłość, że jeszcze trochę i stanę się znerwicowanym do ostatka niewolnikiem pieniądza. Pewnie ktoś powie „zmień pracę na lepiej płatną” albo „znajdź sobie hobby, które nic nie kosztuje”, ale czy to takie proste? Pierwszy punkt na polskim gruncie i przy mojej sytuacji jest praktycznie niemożliwy do zrealizowania, a drugi – dlaczego niby? Nie będę przecież robić czegoś, co mnie nie rajcuje.

Wiem, że wielu ludzi może powiedzieć to samo – że głodowej pensji nie mają, ale rozwijać się na niej ni huhu. Wegetują. Albo nawet nie myślą o zainteresowaniach. Też nie myślałam. Aż do teraz. Teraz zazdroszczę tym, których stać na to, by wyrazić siebie.

Zostało mi jeszcze pisanie. To nic nie kosztuje.

____
* Chociaż nie wiem jacy wszyscy, skoro nikogo nie zapraszam. Osobowość schizoidalna rządzi.

Bo marzę o byciu żeńskim R. R. Martinem

Parę dni temu mój mężczyzna powiedział, że ktoś taki jak ja koniecznie powinien zostać artystą i po krótkiej selekcji postanowił wrobić mnie w pisarstwo. Rzucił tematem na opowiadanie „dziewczyna, która jako jedyna ocalała ze statku i trafiła na wyspę – jak sobie radzi i tak dalej”. Podjęłam wyzwanie, czego efektem jest to, co wkleję poniżej. Wielkim dziełem to to nie jest, w końcu jestem amatorką, ale mam nadzieję, że da się przeczytać bez krzywienia facjaty. Dodam, że lekko zainspirowałam się „Nacją” Pratchetta, bo mi się skojarzyło.

Bez tytułu, bo nie mam pomysłu

‚Jeszcze zobaczą’ – myślała Jennifer, kiedy płynęła po spokojnym morzu w kierunku małej wysepki. ‚Jeszcze zobaczą, jak ich wszystkich licho porwie, a ja będę jedyną ocalałą z całej wycieczki!’

Nikt, ale to nikt nie chciał jej wierzyć, kiedy mówiła, że statek jest pod władzą zamachowców, którzy, podszywając się pod zwykłych turystów, dostali się na pokład, po czym sprawnie i cicho zajęli się załogą. Nikt, ani jej koleżanki, które patrzyły na nią z przerażeniem mówiąc „co z tobą, dziewczyno!”, ani nauczyciel, który próbował ją uspokoić, ani przypadkowi ludzie, zbywający to śmiechem. Nie wierzyli jej. A była tego pewna!

Postawiła wszystko na jedną kartę. Wzięła swój bagaż, zostawiła krótki liścik w swojej kajucie, ruszyła w stronę szalup ratunkowych i uciekła. A oni niech mają na co zasłużyli.

Teraz, kiedy dobijała do wyspy, zrozumiała coś, o czym powinna była pomyśleć zanim przyszło jej do głowy odłączenie się od reszty.

Została całkowicie sama.

***

Wyspa należała do archipelagu wystarczająco oddalonego od kontynentu, by miała odrębny klimat powiązany z oceanicznym. Poza plażą porośnięta była palmami i innymi roślinami, których Jennifer nie rozpoznawała. Nie była gęsto zadrzewiona. Gdyby rozwinęła się na niej jakaś cywilizacja, dziewczyna już by ją wypatrzyła.

Wpadła w panikę. Nie wiedziała co zrobić. Mogłaby znowu wsiąść w łódkę i popłynąć w stronę kontynentu, ale nie poświęciła uwagi na sprawdzenie kierunków będąc jeszcze na statku, a potem z niego uciekając. Padła kolanami na piasek i spojrzała rozpaczliwie na miejsce swojej niedoli. Oczy jej się zaszkliły.

Ale musiała się pozbierać. Wstała na nogi, otrzepała spodnie i poczęła powoli badać wyspę. Na pewno znajdzie tu jakieś owoce do jedzenia, suche patyki na rozpalenie ogniska w nocy, a na plaży może wypisać wielki napis S.O.S., żeby przy odrobinie szczęścia wypatrzył ją jakiś samolot. Nie wiedziała wprawdzie jakie zwierzęta zamieszkują wyspę, jednak wierzyła, że sobie poradzi. Na przekór matce.

 ***

Słońce zmierzało wolno ku linii horyzontu, kiedy Uma kierował się w małej łódce w kierunku Amu’ti. Tego dnia kończył 13 lat, a to wiązało się z odbyciem przez niego obrzędu inicjacji, kiedy to musiał zupełnie sam przeżyć tydzień na wyspie. Trząsł się cały. Był przerażony i jednocześnie podniecony czekającym go zadaniem. Nie wiedział, jakie wyzwania napotka u celu swojej podróży, ale wiedział, że musi sobie poradzić. Dla mamy.

Gdy dopłynął do brzegu, wyciągnął łódkę na piasek i zobaczył dziewczynę, stanął jak wryty.

 ***

„Jednego dnia beze mnie nie przeżyjesz! – wykrzykiwała jej rodzicielka – wykapany tatuś! Taka z niego niedorajda życiowa! Ja żyły z siebie wypruwam, urabiam ręce po łokcie, a on siedzi, nosa nie wyściubi z domu. I maluje te swoje obrazki! Grosza na tym nie zarobił i nie zarobi, powiadam ci. A ty jesteś taka sama, prawdziwego życia nie znasz, w szkole dajesz się dręczyć, a czyja to wina? Moja? Sama sobie na to zapracowałaś. Nigdy sobie beze mnie nie poradzicie! Nigdy, powtarzam!”

 ***

Jennifer też go widziała. Z początku zlękła się nagłego pojawienia ciemnej sylwetki na tle oceanu, ale chwilę po tym uspokoiła się. Przypomniała sobie, jak tato opowiadał jej o wycieczkach białych ludzi na Czarny Ląd i zachwyt tubylców jasną karnacją i blond włosami przyjezdnych. Była pewna, że ten chłopiec też jest zachwycony spotkaniem jej. Złotowłosa bogini zawitała na jego wyspę! Kto wie, może przy odrobinie szczęścia dziewczyna jakoś się z nim dogada i skłoni do pomocy jej. Królewskim gestem pomachała mu ręką i zaczęła iść w jego stronę.

W tej samej chwili chłopiec rzucił w nią oszczepem. Trafiona Jennifer charknęła, opluła się krwią i upadła na piasek.