Wyobraźcie sobie II

    Wyobraźcie sobie dziewczynkę zupełnie przeciętnego wyglądu. Średniego wzrostu, z lekką niedowagą, o ciemnoblond włosach i niebieskich oczach. Wyobraźcie sobie, że nosi okulary, jest lekko przygarbiona i… bardzo nieśmiała.
    Wyobraźcie sobie też, że właśnie mija pierwszy rok od reformy Oświaty i po raz drugi szóstoklasiści kończą podstawówkę wcześniej niż o dwa lata od nich starsi koledzy, a od września zaczynają naukę w całkiem nowych szkołach zwanych „gimnazjami”. Do tych szóstoklasistów należy opisana wyżej dziewczynka.
    Dziewczynka od samej zerówki była przez kolegów i koleżanki z klasy wyśmiewana, poniżana i karana za coś, czego materii za bardzo nie pojmowała. Często się tak zdarzało, że ktoś zaczepiał ją na przerwach, mimo że starała się – i myślała, że jej się to udaje – jak najbardziej skurczyć się w sobie albo wcisnąć w jakiś kąt w korytarzu, żeby jej nikt nie zauważył. Bywało, że na lekcji w-fu zostawała wybrana jako ostatnia do drużyny w jakiejś grze zespołowej, a do gry w parach zostawała całkiem sama. Miało miejsce czasem, że nie zapraszano jej do wspólnej zabawy w zegar albo klasy, a jeśli już, nie było osoby z tego zadowolonej. Ale zazwyczaj jej rówieśnicy szydzili z niej, przedrzeźniali jej minę, zabierali jej zeszyty, kredki i piórnik i rzucali je po całej sali, wydzierali jej kartkę z bazgrołami z ręki i robiąc kółko dziwili się, oceniali i ryczeli ze śmiechu, szarpali ją za włosy lub nawoływali ze swoich ławek, ciesząc się, że nie reaguje, a nauczycielki dawały niekoniecznie ciche na to przyzwolenie.
    Wyobraźcie sobie, że mama dziewczynki miała zwyczaj mówić jej, że powinna wreszcie postawić się kolegom, nie pozwolić się źle traktować, a przede wszystkim zacząć się do nich odzywać. Przed jej pójściem do gimnazjum też udzielała jej rad, tym razem wspólnie ze starszą siostrą dziewczynki. Mawiały: otrzaskaj się, teraz zmieniasz szkołę, będziesz miała nowych kolegów, którzy cię nie znają, to jest czas, żebyś się ośmieliła. To twoje życie, jeśli ty sobie nie pomożesz, to my też nie pomożemy, zahukają cię, a potem do końca życia będziesz popychadłem.
    Wyobraźcie sobie, że na jednej z ostatnich godzin z wychowawcą klasa ustaliła, że parę dni po nowym roku szkolnym spotkają się po raz ostatni w starej szkole. Miał być to dzień 20. września, kiedy jeszcze nie będzie tyle nauki, a godzina 18.00, żeby wszyscy już byli po lekcjach i mogli przyjść na spotkanie. To był moment, kiedy klasa poczuła, że ostatnie miesiące podstawówki musi poświęcić na integrację. Dziewczynka zauważyła, że choć koledzy nadal się na niej wyżywali, jej koleżanki coraz rzadziej miały do niej pretensje, że się do nich nie odzywa i jest aż tak nieśmiała. Poczuła, że nagle zaczęły ją lubić, niektóre nawet ostrzegały ją przed innymi, które mogłyby chcieć jej zaszkodzić. Z jeszcze innymi się zakolegowała. Otworzyła się przed nimi, a one przed nią, bo miały wspólny temat: idą do tego samego gimnazjum…

***

- …Może razem z A. będziemy w jednej klasie, będziemy miały blisko po lekcje, nie?
- Wiesz co, moja mama powiedziała, że ja jednak nie pójdę do „Trójki”, tylko do „Jedynki”, bo moja siostra tam chodzi i będę miała po niej podręczniki…
- Szkoda… Będziemy z A. tylko we dwie… Mój brat mówił, że w jakimś kraju gimnazjum nie wypaliło i z niego zrezygnowali.
- Ta, a czemu?
- Nie wiem, to było we Francji albo gdzieś… Ciekawe jak u nas będzie, nie?
- No…

***

    Wyobraźcie sobie, że pierwszego dnia września dziewczynka poszła na początek roku w nowej fryzurze, eleganckim ubraniu, bez okularów, bo były u optyka, z mamą, która stała tuż za nią, kiedy znalazły jej nową klasę. Wyobraźcie sobie, że kiedy na apelu dyrektor powiedział, że pewnie ktoś cieszy się z rozpoczęcia nauki, dziewczynka skomentowała głośno i wyraźnie „Ta, nauczyciele”, a rówieśnicy wokoło się zaśmiali, była taka z siebie dumna, że pierwszy krok ma za sobą. Wyobraźcie sobie, że nie przejmowała się wcale, że koledzy są od niej więksi i obcy, i przyprawiali ją o strach, bo była pewna, że już sobie poradzi, że nie da się więcej zahukać.
    Wyobraźcie sobie, że kiedy podeszły do niej dwie nowe koleżanki i zapytały o jej imię, odebrało jej głos i nie była w stanie odpowiedzieć. Pomyślała sobie, że jej wcześniejsza próba była na nic, że znowu będzie tak samo, jak kiedyś…
    Wyobraźcie sobie, że się myliła. Nie było tak samo. Było gorzej.

***
    Dnia 20. września 2003 roku odbyło się ostatnie spotkanie dawnej klasy małej, zagubionej dziewczynki o ciemnoblond włosach i niebieskich oczach. Dziewczynka na nie nie poszła…

P.S. Sporo czasu minęło od pierwszej części tej notki, właściwie to już ponad dwa lata. To nic, jeśli ktoś jest ciekawy, niech zajrzy tu.