Kruche

    Jaka ona jest szara – myślał Anatomik, kiedy sztab najlepszych makijażystów kręcił się, biegał, osłaniał i odsłaniał, oglądał i malował jej twarz. Jaka ona jest nieciekawa – kiedy powoli nakładano jej coraz to nowe kolorowe specyfiki, zakrywając jej brzydką cerę, poprawiając górną, cofniętą, krzywą i dolną płaską, wysuniętą, nieregularną wargę, optycznie skracając wielki nos, zmniejszając zbyt grube powieki, zagęszczając krótkie, jasne rzęsy, zmieniając nieodpowiednio wyskubane brwi, wysmuklając za dużą żuchwę, za mało wysuniętą brodę.
    Jaka ona jest nijaka – stwierdzał, kiedy ściągnięci z daleka fryzjerzy ścinali jej długie, niepasujące do niczego zniszczone od farbowania na nazbyt jasny kolor włosy, zmieniali w każdym calu jej prostą do bólu grzywkę, stylizowali, układali, kręcili, lakierowali i nabłyszczali fale, próbując jak najbardziej zasłonić jej wadę zgryzu.
    Jaka ona jest smętna – zastanawiał się, podczas gdy jego ulubieni specjaliści od ubioru wyszukiwali dla niej coraz to nowe bluzki, spodnie, spódnice, kamizelki, bluzy i bolerka. Jaka ona jest niezgrabna – krzywił się patrząc na jej zgarbioną posturę, zbyt duży brzuch, na jej krzywe nogi o koślawych kostkach, na okropne strupy i blizny na jej ramionach, kiedy przymierzała każdy kolejny komplet, a styliści dobierali do nich buty, paski, biżuterię i nakrycia głowy, kiedy wreszcie wyrzucali jej mocno pomniejszające oczy okulary, dając jej w zamian bezbarwne – niestety – soczewki.
    A na zdjęciach wygląda pięknie jak mało kto – powiedział półgłosem Anatomik oglądając uważnie propozycje do nowego numeru jego awangardowego czasopisma, siedząc wygodnie w fotelu w swoim biurze na najwyższym piętrze budynku wydawnictwa. Jak mało kto – powtórzył i odłożył fotografie tak delikatnie, jakby od nawet najmniej nieostrożnego ruchu miały rozpaść się w proch.
    Dopił kawę, odchylił się na swoim siedzisku, zamknął oczy, zamyślił się.

P.S. To mój powrót? Eeee… może.