Lęk lękiem? Czasem nie tylko tym

Zahamowania interpersonalne, w dobie gospodarki rynkowej, silnie rywalizacyjnej, nazywanej czasem „kulturą uwagi”, stawiają osobę lękliwą społecznie w trudnej sytuacji. Wymogi rynku pracy zdają się premiować jednostki ambitne, aktywnie szukające i stwarzające sobie szanse na dostrzeżenie siebie przez potencjalnego pracodawcę, a także jednostki, które umieją swobodnie nawiązywać kontakt z drugą osobą, przekonywać ją do siebie i działać efektywnie w stresujących sytuacjach społecznych związanych z oceną własnej osoby
Paweł Smółka

Niektórzy badacze zajmują się tym, co nazywają lękiem heteroseksualno-społecznym (lęk społeczny doświadczany w kontaktach z przedstawicielami przeciwnej płci), a inni podobnym lękiem przed randką. Badacze, których domenę stanowią przemówienia publiczne, wyróżniają następujące rodzaje lęków: lęk przed publicznym przemawianiem, obawy przed komunikacją międzyludzką, trema, lęk przed publicznością. Psycholodzy sportu używają terminów lęk przed zawodami i lęk przed sportowym wystąpieniem (…), a także lęk związany z wyglądem fizycznym (…). Lęk egzaminacyjny jest także często uważany za rodzaj lęku społecznego. Co więcej, niektórzy badacze rozróżniają podtypy lęku społecznego, na przykład lęk przed okazaniem własnej niższości, lęk przed byciem w centrum zainteresowania, przed utratą kontroli nad własnym ciałem, przed przymusem potwierdzania samego siebie.
(…)
Cechą blisko związaną i często myloną z lękiem społecznym jest nieśmiałość. Nieśmiałość rozumiemy tu jako „afektywno-behawioralny syndrom charakteryzujący się lękiem społecznym i zahamowaniami interpersonalnymi, które wynikają z istniejącej lub mającej nastą pić oceny interpersonalnej. Jeśli osoba jest zarówno ogarnięta społecznym lękiem, jak i pełna zahamowań (wycofana, powściągliwa, nietowarzyska) w pewnej sytuacji, określamy jej zachowanie jako „nieśmiałe”. Jednak nie utożsamiamy nieśmiałości z lękiem społecznym, a raczej uważamy za subiektywny rodzaj niepokoju społecznego, idącego w parze z unikami i zahamowaniami.
Mark Leary, Robin M. Kowalski, „Lęk społeczny”

    Dlaczego zaprezentowałam Wam te cytaty? Chciałam, abyście tak samo jak ja zauważyli pewną ważną różnicę między w/w pojęciami i mimo że ta różnica jest dość śliska, a ja teraz czuję się, jakbym miała porywać się z motyką na słońce, spróbuję ją w miarę możliwości wyjaśnić. Spotykam się czasem ze skierowanymi do mnie słowami  „Ja też jestem trochę nieśmiały/a”, nie wiem, może wypowiedzianymi w celu dania mi do zrozumienia, że nie jestem jedyna z tym problemem, ale mnie to irytuje, bo niektórzy niekoniecznie wiedzą, czym dokładnie jest nieśmiałość. Mogą bać się pójść na randkę na przykład, ale w niczym im ten strach nie przeszkadza, nawet dzięki niemu góry przenoszą, innymi słowy radzą sobie we wszystkich kontaktach międzyludzkich. Patrząc na nich mogę im tego tylko zazdrościć… Może przeżywają tylko lęk społeczny, a nie bardziej złożoną nieśmiałość?
    Lęk społeczny też charakteryzuje się istnieniem zahamowań, jednak przy nieśmiałości są one bardziej rozbudowane. Lęku społecznego mogą doświadczyć niemal wszyscy, nieśmiałość to cecha mniejszej części społeczeństwa. Nieśmiali w towarzystwie milczą, chowają się albo wpadają w histerię (mniej lub bardziej widoczną), kiedy mają wyjść do ludzi. Stres po prostu odbiera im możliwość walki o swoje, gdziekolwiek by to nie było: w szkole, pracy, urzędzie, spowalnia reakcje – nawet te obronne. Ja się czasami z tym czuję jak dziecko specjalnej troski…
    Pojęciem, które mi się przy tym skojarzyło, jest zbliżone, a może i równoznaczne, do zahamowań interpersonalnych – zahamowanie emocjonalne. Skojarzyło mi się, bo mam ten zwrot na orzeczeniu z PPP.  Miałam do niego robione badanie IQ i może to nie jest nic wyjątkowego, bo jednak gro osób zna swój iloraz inteligencji, ale moje zachowanie w tamtej sytuacji chyba Was zszokuje. Na niemal każde postawione pytanie odpowiadałam „Nie wiem”. Cierpię na debilizm? Nie, i badająca mnie psycholog to od razu przyuważyła i dlatego zmuszała mnie do poprawnych odpowiedzi. To musiało wyglądać komicznie.
    Znalazłam w innej publikacji opis zahamowań emocjonalnych, a między innymi, że:
Symptomy typowe dla dzieci zahamowanych to:
- w sferze ruchowej – ograniczenie spontanicznej aktywności ruchowej, symptomy niepokoju ruchowego i dezorganizacji czynności wykonawczych;
-w sferze poznawczej – zawężenie aktywności poznawczej,
-w sferze emocjonalnej – ograniczenie wyrażania uczuć przy jednoczesnym wzmożeniu pobudliwości emocjonalnej,
-w sferze somatycznej – wzmożona reaktywność układu wegetatywnego.
i że:
Zahamowanie psychoruchowe objawia się:
-trudnościami w nawiązywaniu kontaktu słownego;
-brakiem wiary we własne możliwości;
-kompleksami, nadmierną wrażliwością;
-niepewnością, stanami lękowymi, ucieczkami z lekcji;
-zwolnionymi reakcjami psychoruchowymi;
-zaburzeniami snu, łaknienia;
-jąkaniem i zacinaniem;
-biernością i apatią, depresją;
-tendencjami samobójczymi.
    Mogłabym jeszcze dodać, że również zredukowaną mimiką… I tu jest właśnie coś dziwnego: mimo wrażliwości – czy też nadmiernego przeżywania doznań* – nie potrafię okazywać uczuć. Tłumię w sobie wszystko, a to bezruchem, a to brakiem uśmiechu, nie potrafię okazywać empatii ani szczerze powiedzieć o swoich wrażeniach na temat czegokolwiek. Często na pytanie odpowiadam byle krótko i byle niezbyt otwarcie, bywa że i automatycznie (przypominam moje „Nie wiem”), żeby rozmówcy już mnie tak nie dręczyli. Kiedy się uderzę, można liczyć na co najwyżej opóźnione i zduszone, jakby pozbawione emocji jęknięcie, jednak najczęściej nawet nie zaciskam wtedy zębów. Nie panuję nad swoim głosem zupełnie jak mutujący wyrostek. W podstawówce, w sytuacji, gdy przejeżdżał obok szkoły ambulans, nie okazywałam zainteresowania (siedząc sztywno w ławce nawet nie drgnęłam). Mówiłam sobie wtedy w myślach, że jeśli ktoś spyta mnie, dlaczego, odpowiem, że oglądanie się za erką i tak nic nikomu nie pomoże. Oczywiście dopiero teraz ten argument wyszedł na światło dzienne…
    Kumuluję w sobie złość – i radość, która w końcu też przeistacza się w złość – i jedynie nerwowo splatam i rozplatam dłonie. Nawet teraz czuję, że aż we mnie kipi. Zazdroszczę, a wiecie, komu? Tym, co za każdym razem, kiedy coś przeżywają, otwarcie mówią o tym wszystkim dookoła. Dołek, stres, zdana matura – migiem się rozładowują. Ja nawet nie potrafię zrozumiale uformować zdania przy ludziach, a jeśli już coś powiem, to później się tego wstydzę. Zaprawdę Wam mówię: nic nie jest straszne, kiedy ma się do kogo z tym zwrócić. Ja mam  do tego tylko (i aż) Internet.

P.S. Ciekawym zagadnień związanych z nieśmiałością polecam bloga mojej znajomej z forum. Nie wiem, czy się za to na mnie nie obrazi, ale nie potrafię wytworu jej palców nie rekomendować całemu światu. Catch!
___
* Stąd się bierze moje wyolbrzymianie faktów, choć nie jestem pewna, czy je zauważyliście.

Małpie wariactwo, studia i przyległości

Szkoła Podstawowa w jednym z niewielkich miasteczek, właśnie rozległ się dzwonek na przerwę… Wystarczy kilka sekund, a korytarze napełnia huk blisko setki tupiących, biegających i krzyczących dzieci…
Całkiem zwyczajny znany nam wszystkim obrazek… to tu, to tam przystaje kilka szepczących coś do siebie dziewczynek, ktoś ze smakiem zajada kanapkę przygotowaną specjalnie na drugie śniadanie…
Spójrzmy jednak głębiej, wyciszmy hałas…
Teraz łatwiej jest dostrzec Ewę – została w klasie, siedzi tam przeglądając kartki swojego zeszytu, Tomka – krąży między to jedną, to drugą grupką kolegów, wygląda jakby chciał przyłączyć się do zabawy, ale rumieniec na jego twarzy zdradza ogromne zakłopotanie…
Jeżeli uda nam się jeszcze bardziej wyostrzyć wzrok, zobaczymy Julkę siedzącą w najciemniejszym kącie, samiutką, przelęknioną, jeszcze przed chwilą całkiem niewidzialną…
Zwróćmy uwagę, jak w przeciągu chwili zmienia się nasz obraz szkolnego korytarza. Przestajemy widzieć jednakową chmarę rozkrzyczanych dzieci,okazuje się, że między rówieśnikami istnieją ogromne różnice. Jedni łatwiej nawiązują kontakt, inni lepiej czują się w samotności.
Aleksandra Hytroś, „Nieśmiałość”

    Tak jakoś mi się ten artykuł spodobał – szkoła ujęta z innej strony, właściwie same tylko szkolne przerwy, które dzieci tak bardzo wg większości lubią. I sam ten huk, hałas, wrzaski. W szkole chyba najbardziej się tego bałam. Nie znosiłam przerw, oj nie, ale niestety przerwy w podstawówce i gimnazjum pamiętam lepiej niż same lekcje… Te skakanie jak małpy i wariackie krzyki. Przez to siedziałam zawsze oniemiała, a kolegów i koleżanek szczerze nie znosiłam. Do teraz tak mam. Jeśli jest wrzask, ktoś się wkurzy, gdybym mogła, to bym tuliła uszy po sobie. Nie wiem, jak to możliwe, że na hałas można reagować strachem…
    A z kim się utożsamiam z tego tekstu? Wewnętrznie chciałabym się ukryć w kącie jak Julka albo też porozmawiać z kimś jak Tomek, ale zewnętrznie jest właśnie tak – przypominam Ewę.
    A tak btw, wiecie, przerwy polubiłam dopiero wtedy, kiedy odkryłam, że można podczas nich czytać książki. Jakoś w gimnazjum to było.

***

    Dostałam się na studia do Elbląga. Wczoraj byłam tam dostarczyć resztę potrzebnych dokumentów i od razu dostałam umowę i już odczuwam spokój umysłu. Do tego postanowiłam sobie zwiedzić miasto, bo wsiadłam do złego autobusu. I powiem Wam – z rozmysłem. Tak chyba w celu spóźnienia się na najbliższy pociąg. Ale nie byłam na siebie bardzo zła. No, w końcu dwa złote dopłaty na ekspres to nie tak dużo, czyż nie?
    Mama kiedyś mówiła, że Elbląg jej się nie podoba. Mi też nie. W Gdańsku lepiej się czuję, po trochu może dlatego, że często tam bywam, może „wystrój” jest bardziej „jak mój”, nieważne, po prostu okolica WSB mnie oczarowała. Żebyście ją widzieli… Ale w Elblągu widziałam fajne domy-ruiny otoczone zniszczonymi do cna drewnianymi płotami. Lubię takie rzeczy. Jak tylko będę miała czas na spacery, w ich stronę skieruję swe kroki…
    Marzę o tym, żeby dowiedzieć się, jak to jest na studiach. Od kiedy pamiętam student to było takie magiczne słowo, że dotąd mam taki osąd, że szkoła wyższa to nie to samo, co inne – nauka i to wszystko wokół niej… Ale teraz, jak czytam wypowiedzi studentów coraz bardziej możliwym mi się wydaję, że się jednak myliłam i że tylko te słynne kserówki zamiast podręczników pachną nowością (poza tym, że tuszem)… Jak jest rzeczywiście? Dowiem się pod koniec miesiąca.

***

    Wczoraj też współpracownica (czy ja mogę tak pisać skoro jestem tylko na stażu?) podczas rozmowy na temat mojej nieśmiałości zaczęła tymi słowy: „A nieśmiałość to jest choroba…” Nie dokończyła, ale – czy ona coś WIE?…

P.S. Napisanie tej notki było dla mnie prawdziwym wyzwaniem. First, że na siłę, second, że w pracy i przy innych, third, na przedpotopowym kompie i w nadmiarze światła padającego na monitor. Jeśli znajdziecie jakieś błędy czy niedociągnięcia, to jest to wynik powyższych. Bo aż wstyd.