I wychodzi szydło z worka…

    Wyniki środowego egzaminu już są nam dobrze znane, ale jak poszedł sobotni… Zostały sprawdzone tylko niektóre prace i jak na razie nie ma żadnej zaliczonej.
    Nauczycielki sprawdzające sąwściekłe i to wcale nie jest słowo na wyrost. Patrząc od tej bliższej prawdzie strony, uczniowie po prostu totalnie olali sobie naukę; tylko że obserwujący to wszystko z oddalenia zawsze myślą: co to za nauczyciele, co oni na lekcjach robią?? A w rzeczywistości tylko nieliczne osoby chodziły na fakultety i tylko one miały chociaż jako takie pojęcie, czego można się na egzaminie praktycznym spodziewać. Co robiła reszta? Niektórzy na ostatni dzwonek kserowali uzupełnione zadania… Pani S. mówi, że z takimi, którym wychodzi na koniec pała z rachunku, a na egz. zdobyli 20-30 punktów czy coś koło tego, nawet nie będzie rozmawiać. Jeden enigmatyczny delikwent wysilił się na 1 pkt… Na 200! Przy tym już nawet połowa punktów to jest coś…
    Ja na pewno nie będę miała maksa. Nie napisałam wszystkiego, a w wielu miejscach mogłam się zdrowo wykopyrtnąć. Zanim usłyszałam pierwsze wyniki z praktycznego, chciałam mieć o wiele więcej niż minimum, ale teraz nawet z tych 75% bym się ucieszyła. Byle zdać…
    Z teorii dostałam 80% za pierwszą część i 70 za drugą. Nienajgorzej. Nie?

P.S. Ale matura to przy tym pikuś!
P.S.2. Swoją drogą ucieszyłam się, że w przeciwieństwie do tego, co było na fakultetach, na praktycznym dostaliśmy do rąk prawdziwe dokumenty do wypełnienia. Jeden był dwuegzemplarzowy: oryginał i kopia z możliwością kalkowania. Jedna taka rzecz i już się dziecko cieszy. Ale taki odstresowywacz na czterogodzinnym* egzaminie się przydaje…
3.03.2007 r.
P.S.3. Z praktyki mam 79,5%. Niby to ledwie trochę ponad minimum, ale nauczycielka jest ze mnie zadowolona.:) O ile dobrze się dowiedziałam, to oprócz mnie z klasy zdała tylko jedna osoba…
___
* Chociaż, prawdę mówiąc, wyszłam do trzech godzinach. Nie wytrzymałabym tam dłużej.

Stole – niewidzialny skandal

    Teraz znowu słucham „Stole” Kelly Rowland. Ta piosenka od razu była mi jakaś taka bliska.
W Amerykańskich filmach i piosenkach od zawsze była mowa o przemocy w szkole. A u nas to było ledwo wspominane. Tak się wydaje, jakby wcale tego problemu nie było (tak, wydaje się!).
Czego nie ma w telewizji, tego nie ma naprawdę.

    Wiem, pewnie się zastanawiacie, po co ja do tego ciągle wracam. Po co? Ja bym raczej chciała wiedzieć…
Dlaczego.

Aktualności

    Muszę przyznać, że mocno się zaniedbałam z moim blogiem. I nie tylko zresztą z moim, bo zWaszymi też… Ale… Wiecie, mam nadzieję, że te moje „ciche dni”, które trwały już nie wiem jak długo, w końcu się skończą. Mam nadzieję.
    Wracając do szarej rzeczywistości – egzaminy poszły mi chyba nienajgorzej. Pierwszy na pewno mam zdany, drugi może. Co zauważyłam, to to, że wbrew pozorom teoretyczny nie był śmiesznie łatwy, a praktyczny przerażająco trudny, jak wszystkie znaki na niebie i ziemi próbowały mi wmówić. Zresztą, zobaczymy… W poniedziałek mają być wyniki środowego egzaminu.
    Dowiedziałam się, że kilka osób z mojej klasy poszło do pedagog zapytać, czy do niej chodzę, bo zobaczyły, że coś się we mnie zmieniło. Nie garbię tak mocno i takie tam. To mnie cieszy. He, teraz mam kontragrument dla tekstów, że leczenie u psychologa nic nie daje. To zależy tylko od nastawienia…
    A co u Was się działo? Przeczytanie wszystkich Waszych zaległych notek może trochę zająć, ale postaram się z tym uporać;)
    Pozdrawienia ze słonecznego Malborka.