Panie reżyserze, dajże pan spokój!…

    Każdy ma w swojej głowie reżysera. Mój kręci dramaty, takie psychologiczne… Jest pracoholikiem, nie bierze urlopów i mi ich nie daje. Tworzy z tego co ma, dodając i robiac z tego cuda jak McGyver, olśniewając, ale i powodując ból głowy tym faktem…
    Chętnie bym go zamieniła na jakiegoś innego. Nie mam dużych wymagań, nawet na takiego od reklam, na przykład z takiej Nutelli. Byleby było optymistyczniej.
    Zamieniłabym, tylko kto by go chciał?

P.S. Wielki powrót! Na razie piszę ze szkoły, ale niedługo mam mieć internet w domu, już od innego koncernu. Nie mam zbytnio czas uodwiedzić Waszych blogów, wybaczcie.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie:*

Usunąć?

    Pojawił się u mnie ostatnimi czasy dość dziwny problem, a mianowicie w mojej durnej fanaberii przeciw pisaniu (o której za chwilę) zapomniałam, jak zabrać się do napisania notki. Jak mam się do niej czuć, w jakim momencie myślowym włączyć „pisz bloga”, czy na pewno nowa notka mi wyjdzie, a nie wymażę jej, żeby nikt nigdy jej nie zobaczył, czy w ogóle warto pisać o tym, co mam w głowie?
    Warto? Jak dla mnie nic nie jest warte opisania – przeze mnie – a to stawia pod znakiem zapytania w ogóle sens założenia prawie rok temu tego bloga i wyżalania się w nim… Nie mam nawet już siły o tym myśleć, to co mam zrobić, usunąć bloga? Nie, nic nie zrobię, zostawię, jak jest…
    Od jutra nie mam neta.

P.S. Przez prawie dwa tygodnie ani razu nie miałam ochoty się poryczeć i jak na złość to już jest historia… Jedna rzecz, jedno napięcie i TRZASK!
Chociaż nie można zapomnieć, że mieć tyle czasu dobry humor to i tak rekord …

Lustro

Moje płaskie odbicie
To, co widzicie
Ja widzę więcej…

Czarne
Czarne -  białe -  nie -  szare
I wszystko jedno…
dziś, po analizie „Płonącej żyrafy”