Ludzie listy piszą…

    Niedawno wprawił w osłupienie mojego tatę i jego kolegów po fachu niezwykły list. Zaadresowany był do niejakiego Kuby Wojewódzkiego zamieszkałego na ulicy Zabójczej 18 w Malborku, o kodzie pocztowym w ogóle nie malborskim.
    Z Allegro.

Bajka o względności

    U wybrzeżu Morza Śniadego, na skraju Wielkiej Pustyni, w mieście zwanym Dziwnowo, bo to musi być dziwne, żyli sobie mieszkańcy, jakich nigdzie indziej nie spotkacie. Każdy z nich posiadał niezwykłe zdolności i mówiono, że to z tego miasta biorą się wszyscy cyrkowcy świata, z czego byli bardzo z siebie dumni. Jedna kobieta miała długą rudą brodę i należała do klubu podobnych sobie, ktoś inny był wysoki jak góra, silny jak dąb i żył już od stu dwudziestu lat, ktoś jeszcze inny urodził się z kołem rowerowym zamiast nóg, tak, jak jego bracia i siostry; pewna grupa wyrostków cechowała się tym, że składała się tylko z cyklopów. Obok tych wszystkich ludzi żył sobie słynny iluzjonista, który potrafił nie tylko wyciągnąć z kapelusza królika, ale i zmienić w takowego samego siebie oraz całą okoliczną ludność przy trzepocie skrzydeł tysięcy wziętych znikąd gołębi i kolorowym miganiu tony konfetti…
    Wśród nich była jedna mała odrzucona osóbka, która się wyrożniała. Nie miała więcej ani mniej niż dwoje oczu, nie rosła jej broda, nie umiała wyczarować królika; jej jedyną umiejętnością był wielki talent muzyczny: miała przepiękny głos, a śpiewała piosenki własnego autorstwa. Każdy, słuchając jej, by się rozmarzył… Ale mieszkańcy miasteczka jej nie lubili, nie była taka, jak oni, nie nadawała się od cyrku tylko do jakiejś głupiej opery czy innego nieprzydatnego miejsca. Ta mała osóbka żyła całkiem samotnie…

  

    Inni są lepsi czy gorsi?

Nadzieja Polski

    Znacie to powiedzenie: ach ta młodzież!, nie? Tak najczęściej wyrażają na nasz temat ubolewanie dorośli. Mówią, że my tacy i tacy, ale czy to my jesteśmy naprawdę jacyś straszni?
    Przyglądam się uważnie mojemu młodszemu bratu. Wiecie, co widzę? Że jest dziwny. Jego rówieśnicy też są dziwni. Może jeden przykład: zabawa. Wiemy dobrze, że teraz dzieci bawią się tylko przy komputerze (no, nie licząc bionicle’ów…). Ale jak! Bo brat co trochękogoś do siebie przyprowadza i mówi, że będą razem grać, a za chwilęwidzę, że gra on, a jego kolega/koleżanka patrzy i nawet nie protestuje. Mi się to wydaje niezbyt… Ale on twierdzi, że jego koledzy robią u siebie w domu to samo. Uuuu, ja już sobie wyobrażam jak oni kiedyś będą pracować zespołowo…
    A nauka? Brat po powrocie do domu od razu bierze sie do grania na kompie albo do oglądania tv, albo coś „tworzy”, a o lekcjach przypomina sobie dopiero gdzieś o 22.00 (najwcześniej o 19.00). I robi raban… Wiecie, wrzeszczy, że nie rozumie mnożenia czy czegoś tam… No to mu tłumaczymy. A on w tym czasie zachowuje się jak chory, kręci się, biega po domu, „strzela” zamiast myśleć, jak rozwiążemy mu zadanie, to on wpisuje co innego albo robi szlaczki zamiast liter… A jak mu się zwróci uwagę, to on się zabije… Poza tym ciągle symuluje chorobę albo wyolbrzymia ból brzucha czy cos innego, po to, żeby nie iść do szkoły, a jak nie pójdzie, to już się dobrze czuje. A potem ma zaległości i nie rozumie mnożenia… Nie kuma treści zadań, rozwiązuje po swojemu, bo śpieszy się do zabawy. Zdolny jest, tylko leniwy…
    (Właśnie mama mu tłumaczy, że on i tak nie słucha, jak mama mu tłumaczy. Wow.)
    My też tak robiliśmy w dzieciństwie? Bo ja sobie na serio nie przypominam… Kurde, ale teraz wszystkie dzieci są takie, nawet jedna nauczycielka mówiła. Dzieciaki są coraz gorsze! Zero ambicji, najważniejsza jest zabawa! Straszne…

P.S. No, coś napisałam…