Urazu już nic nie zniszczy!

     I co? Zajęli się tą sprawą tylko dlatego, żeby nie robić większego skandalu, a teraz debatują i wielce się rozwodzą nad tym co się stało i dlaczego do tego doszło. Puste gadanie! I tak nie rozumieją ogromu tego bólu! A co to pomoże? Co dał ten wczorajszy dzień wielkiej żałości? Przekonanych przekonał, a inni kaci i tak mają radochę. Cieszą się z tego co się stało, a wstawali podczas minuty ciszy! Bo rytuałowi musi stać sie zadość, bo tego wymagają zasady dobrego zachowania. No pewnie. Nie, sory, nikt z nich się nie wybronił. Ani politycy, ani media, ani kaci, ani pozostali ślepi ludzie. Nie ma szans.
    Co da ta cała akcja oświaty? Będą zamykać oprawców w ośrodkach wychowawczych? Czy może lepiej w uzdrowiskach? Na 2 tygodnie, żeby nie dostało im się przypadkiem po psychikach! Bo przemoc rodzi przemoc!
    Bierności nie będzie? Nie, jak zawsze opowiadać o wszystkim będzie się po fakcie, a kiedy trzeba wszyscy będą udawać, że nic nie widzą. Bo to nie ich sprawa. Ważne, żeby beka od czasu do czasu była.
    A co to pomoże Ani? Co to da tym, którzy to teraz znoszą albo znosili? Im to już nic nie pomoże, zniszczeni będą już na zawsze… A może zaczną o tym mówić? Pójdą do psychologów, a oni na to: musisz zacząć z tym walczyć, i tyle z tego będzie. A może będą brać z Ani przykład, żeby wszyscy wreszcie zauważyli? Żeby wreszcie mieli wyrzuty sumienia!

    Po dupie będą dostawać cały czas, a może nawet zacznie się ich męczyć jeszcze bardziej? Znając polską rzeczywistość tak właśnie będzie.

    Ani nic już życia nie wróci, a nawet jeśliby przeżyła, co by myślała teraz o ludziach? Akcji by nie było, bo śmierci trzeba, żeby ktoś coś zauważył! Żyłaby w hańbie i tylko by słyszała pretensje, że się nad sobą użala! Bo skoro ktoś żyje, to nic mu nie jest…

    Tak zawsze było, jest teraz i zawsze będzie. Starych blizn już nic nie zmaże, a świeże wciąż przybywają…

    Może by w szkołach wprowadzili socjalizację, tak jak religię? Może ona by coś dała? Może by przeszkolili nauczycieli? Może szukaliby prawdziwych pedagogów, a nie dobijaczy, co tylko wg programu jadą?

1.11.2006 r.
Już się w szkole w miarę ustabilizowało, nikt mnie nie męczy*, a tu znowu brat zaczyna. Niby go mam zrozumieć, bo ma ***. Tak, dobra, tylko co mam zrobić, kiedy jestem na granicy wytrzymałości?? A mnie kto rozumie? Jak ja mam się bronić? Mam uraz do takich jak on…!

P.S. Sory, że znowu nie dotrzymałam słowa, ale jestem wściekła! To mnie za bardzo zabolało, żebym milczała… Ja sama za dobrze wiem, jak to jest… Najchętniej to bym wszyscych pozabijała, nie tylko tą „piątkę wspaniałych”!… O autagresji napiszę już na pewno w następnym poście. Wybaczycie?
P.S.2. Ja już wszystko wiem – uświadomiono mnie niedawno, że ta sprawa została nagłośniona tylko dlatego, że Ministrem Edukacji jest wiadomo kto. Pewnie gdyby był nim kto inny, wszyscy by ją mieli w d…e. Wiedzieliby o tym tylko ludzie z Gdańska i okolic, nawet by to do M-ka nie doszło…  A mówiliby o Ani, że miała fanaberie… Shit!
P.S.3. Za 2 tygodnie próbna matura…

9.11.2006 r.
P.S.4. Na razie roię sobie wolne od bloga, nic nie piszę. Może zrobię notkę w sobotę albo za tydzień, teraz mam za mało czasu na to.
___
* Gwoli wyjaśnienia: w średniej szkole ludzie są już spokojniejsi i mniej dokuczają nadwrażliwcom. To gimnazjum to jest g… I podstawówka.

Hym

Nie mam czasu teraz nic pisać, mam zawalony i weekend, i przyszły tydzień i w ogóle nie mam na nic humoru. Obiecany post będzie później. To przez ten remont… mam zakurzony pokój, bo tata zbijał tynk z komina i betonował… Folia nie pomogła, wszystko jest siwe… Zresztą mam zadane dużo prac domowych, a w pon. i wt. same wizyty u lekarzy… Wrócę jak będzie lepiej, na razie sory
Ten syf doprowadza mnie do szału!!!

22.10.2006 r.
Nie piszę tu nawet połowy tego, co mi dolega. I nie napiszę. Nie nauczono mnie tego, zabraniano mi tego. Nie umiem i nie będę. Ale nikogo to nie obchodzi.
Teraz wszyscy się tego wypierają, zwalają wszystko na mnie. I nie pozwalają mi się bronić. Aż mi miło.

Taki pożytek z tego bloga, myślałam, że będzie większy sens go pisać. A tu nie ma żadnego.

Tego samego dnia w nocy
Mam złe przeczucia…

  

By złagodzić ból…

    Już dawno obiecałam, że napiszę o samookaleczaniu, ale jakoś nie mogłam się do tego zabrać. Zdecydowałam się na to teraz…

„Pocięłam nadgarstki tak mocno, że trzeba było założyć szwy. Lekarzowi powiedziałam, że skaleczyłam się żarówką, co było prawdą – po prostu przemilczałam, iż zrobiłam to umyślnie”
(23-letnia Iwona*).

    Na samym wstępie muszę zaznaczyć różnicę między samookaleczaniem a masochizmem. Ludzie mają zwyczaj uważać oba zjawiska za jedno i to samo. Ale masochizm jest czymś całkiem innym: to zboczenie, podnieta z tego, że jest się poniżanym, bitym lub nawet deptanym przez siebie albo inną osobę. Samookaleczanie (inaczej samouszkadzanie lub autoagresja) to natomiast zadawanie sobie bólu fizycznego, tzn. robienie sobie nacięć i zadrapań na ciele, przypalanie go i uderzanie się – dlaczego?
    W tym miejscu przytoczę cytat z pewnej encyklopedii zamieszczony w Przebudźcie się! ze stycznia br.: „Nastolatki, które dokonują samookaleczeń, często czują się bezsilne, samotne, wyobcowane, przstraszone, nie potrafią wyrażać emocji i mają zaniżone poczucie własnej wartości”. Dalej czytamy, że mimo pozorów nie dotyczy to wszystkich nastolatków, bo wewnętrzna walka, którą toczy ktoś kaleczący własne ciało, jest wyjątkowo gwałtowna. Taka osoba nie potrafi ująć w słowa targających nią burzliwych uczuć ani się z nich komuś zwierzyć. W rezultacie napięcia przeżywane w szkole, presja w pracy albo konflikty w domu zaczynają coraz bardziej ją przytłaczać. Nie widzi rozwiązania i uważa, że nie ma z kim o tym porozmawiać. Gdy czuje, że już dłużej nie wytrzyma, nagle dokonuje odkrycia: ból fizyczny przynosi pewną ulgę w cierpieniu emocjonalnym. To pozwala jakoś dalej żyć. Jest to domena osób znoszących ból psychiczny, którego inni ludzie nie są w stanie sobie wyobrazić. Nie rozumieją ich i w ten sposób zamykają im drogę do wyjścia z dołka. Dlatego jedynym sposobem odreagowania jest przyćmienie tego bólu cierpieniem fizycznym.
    Nie jest to próba samobójcza tylko „sposób radzenia sobie ze stresem”, chęć chwilowego zapomnienia o problemach lub ukarania się za popełnione przez siebie, często wyolbrzymione, błędy. Mogłbym porównać to do zażywania narkotyków i innych używek – to nie zwalcza problemu, często nawet powoduje coraz większą nienawiść do siebie, co oczywiście prowadzi do dlaszego okaleczania się. Błędne koło.
    Podłożem autoagresji są różne czynniki: traumatyczne przeżycia, problemy w rodzinie, szkole, pracy, alkoholizm któregoś z rodziców, zaburzenia psychiczne, wygórowane wymagania otoczenia, perfekcjonizm i inne.

„Rodzice zauważają rany, ale tylko te mniejsze, które wyglądają jak zadrapania. (…) Gdy zobaczą nową, wtedy coś wymyślam. (…) Nie chcę, żeby wiedzieli”
(13-letnia Arleta).
„Tnę się od 11 roku życia. Wiedziałam, że Bóg każe nam dbać o swe ciało, ale to mnie nie powstrzymało”
(20-letnia Jennifer).
    Trudno jest u kogoś wykryć, że dokonuje autoagresji. Taki ktoś doskonale maskuje swój problem, a zapytany potrafi skłamać na miejscu. Nie wyróżnia się zbytnio od innych ludzi, może się śmiać i normalnie rozmawiać, umierając z bólu dopiero, gdy jest całkiem sam. Nie można też przypisać samookaleczającym się wyrażnych wspólnych cech. Niektórzy uczą sie dobrze, inni źle, jedni pochodzą z patologicznych rodzin, drudzy z uważanych za normalne. Nie ma też określonej częstotliwości ranienia się – może to być raz do roku, może 2 razy na dzień, regularnie lub nie.

    Jak im pomóc? Napiszę w następnej notce.

P.S. Chyba znowu mam depresję. Lekką, wiem, bo tamta była gorsza, ale widzę pewne niemiłe objawy. Napisałam na kartce do bilansu, że potrzebuję pomocy psychologa, może pielęgniarka zachęci mnie do leczenia. Jak zawsze czekam na daj.

___
* Niektóre imiona zostały zmienione.