Współcześni ludzie – wtórni analfabeci

    Nie dziwię się ludziom, którzy nigdy w życiu nie byli w szkole, że nie potrafią napisać najprostszego zdania bez błędu. Nie dziwię się obcokrajowcom, którzy kaleczą nasz ojczysty język, bo jest on po prostu trudny. Ale że my, rodowici Polacy, nie piszemy i nie mówimy poprawnie nie mogę zrozumieć.
    Jakiś czas temu usłyszałam w pewnym radiu wypowiedź „dużego dziecia”. Pytał o coś zaproszonego do znanego programu telewizyjnego dorosłego i pytając w pewnym momencie wypowiedział dziwne słowo brzmiące „ksiomyszka”. Długo zastanawiałam się, o jaką myszkę chodzi, póki nie skapnęłam się, że to przecież „książka”! No to jest straszne, niedługo nie będziemy się wzajemnie rozumieć, kiedy będziemy mieli takie podstawy polskiego!
    Sory, ale dzieci kilku- i nastoletnie wychowane w (mam nadzieję, że można tak powiedzieć) normalnym domu nie odebrały od swoich rodziców tego, co powinny. Hop hop, mamo, tato, gdzie jesteście? Myślicie choć trochę o przyszłości swych pociech? Nie tylko szkoła jest od nauki, ale i rodzina, która powinna czytać i zachęcać do czytania oraz pisania młodych obywateli. Podstawy ZAWSZE odbiera się w domu.
    Można zrobić czasem błąd zupełnie przez przypadek, tak, albo pisząc nieznane sobie słowo, ale absolutnie nie można nie mieć litości dla KAŻDEGO wyrazu.
    To samo tyczy się błędów językowych, fleksyjnych i gramatycznych. Wystarczy trochę pomyśleć, żeby domyslic się, że zdanie typu: „Leżąc z łóżku zgasło światło” zostanie zwyczajnie wyśmiane.

 
    Ta akcja ma za zadanie uświadomić młodszym i starszym osobom, by zwracały uwagę na to, co piszą. Ale czy to coś pomaga? Czy pomaga pisanie swoich tekstów w Wordzie? Pomyślmy:
-> Ktoś napisze np. „jakieś zdanie podczas gdy reszta zdania”. Gdzie zrobić przecinek? Word nakaże przed słowem „gdy”, ja – przed „podczas”.
-> Drugi przykład: w środku zdania nadrzędnego piszemy zdanie podrzędne. Zawsze, ale to ZAWSZE musimy „otaczać” je przecinkami, bo bez nich nie da się zrozumieć sensu wypowiedzi.
-> Może się też zdarzyć, że mądry Word każe bez względu na kontekst napisać „nie” z przymiotnikiem razem, a wiemy, że w niektórych* przypadkach jest to niewskazane.
    Jaki z tego wniosek? First, trzeba mysleć, kiedy się pisze i nie ufać bezmyślnym programom. Second, trzeba uczyć się – a w przypadku osób dorosłych uczyć swoje dzieci** – w domu. Third, należy czytać książki albo chociaż mądre gazety i samemu ćwiczyć pisanie. And Fourth, trzeba uważać na lekcjach! To nie jes tak wiele , żeby nauczyć się poprawnej pisowni i wymowy, a dumy będzie co nie miara. I uniknie się problemu typu „nikt mnie nie rozumie”. Warto?

P.S. Zapomniałam o tym napisać: nie mam nic przeciwko dyslektykom. Jeśli mają uczciwie zdobyty papierek i pracowicie ćwiczą pisownię, ale dalej mają z tym problem, to rozumiem. Nie pozwalam jednak na to, by ktoś osiadał na laurach***. Wszyscy pracują nad sobą, ja także, może niekoniecznie pod tym względem, ale pod innymi na pewno.
___
* I TYLKO niektórych. Żeby nie było, że namawiam do pisania tak zawsze.
** Ja wiem, że najprościej jest posadzić je przed telewizorem albo komputerem i spokojnie sobie kawkować. Tak samo łatwo jest zwalić potem winę za skutki tego procederu na te sprzęty. I na dzieci.
*** Są specjalne zajęcia w poradniach i wiem, że sporo osób na nie uczęszcza.

Predyspozycje mam!

W mojej rodzinie chyba każdy ma/miał coś nie w porządku z głową. Ale tak na serio.
Babcia chorowała na demencję starczą albo coś podobnego od kiedy pamięta moja mama; dziadek „zaraził” się od babci.
Po dziadkach odziedziczyły chorobę ich dzieci. Moje wujki, ciocie. I ich dzieci.
Moja mama przez ładnych naście lat przechodziła depresję po urodzeniu mojej siostry Karoliny, której grobu długo nie mogła odwiedziać.
Pewien mój przodek rozciął sobie brzuch, żeby zobaczyć, co go tam boli. Dalekie ciotki mają schizy.
Moje rodzeństwo nie lepsze…
Krzyczeć się chce…
Wbrew pozorom taki typ rodziny nie jest wcale „popularny”.
Nie piszcie mi, że każdy ma nierówno pod sufitem, bo ja tym rzygam!
I stąd być może wziął się u mnie ten strach do ludzi i do wszytkiego, ta nadwrażliwość, dziecinna zależność od mamusi i tatusia.
To kiedyś mi minie czy pogorszy się jeszcze bardziej?
Boję się wręcz wszystkiego…
Nie porafię ukryć, że jestem dziwna, wszyscy to widzą, poznają po każdym moim geście. Tylko czy ktoś potrafi wyleczyć? Nikt się nawet mną nie zajmie… Nie pojmuje, że sama nie umiem opanować lęków… Nikogo nie obchodzę, bo wszyscy wolą wzdychać nad własnym losem… Chętnie poszłabym do psychiatry, ale pewnie zaleciłby częste jego „odwiedzanie”, a ja na to czasu nie mam… Co zrobić??
P.S. Mam zamiar zmienić adres bloga, bo, jak się okazuje, cała moja klasa czyta co ja piszę i wyśmiewa mnie po kątach. Jak zmienię to podam, oczywiście.

Polak potrafi

Ha! Olewam szkołę! To znaczy rozchorowałam się. Pojechałam dziś na pogotowie i dostałam antybiotyk i zwolnienie.
Plecy bolą mnie niemiłosiernie, a kaszel męczy niewiele lepiej.
A szkoly nie nawiedzę przynajmniej do środy…

Widzicie? We wrześniu dostać zapalenia oskrzeli!* Ja zwyczajnie mam talent.;P

Na pogotowiu zobaczyłam kobietę, która miała migrenę. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak zwijał się i jęczał z bólu. Moje niedomagania to przy tym pryszcz…
Wielkie współczucia wszystkim cierpiącym na migreny!

***

Polak potrafi – także nagmatwać drugiemu Polakowi życie. Klikajcie tu.

___
* Czy czegoś tam…