O miłości i jej braku zdań kilka

Miłość.

Na pewno większość ludzi powie, że jest bardzo potrzebna.
Czy to miłość braterska, czy romantyczna, matczyna, czy inna. Są dla nas bardzo ważne.

Ale co wtedy, gdy ktoś nie potrafi kochać albo przyjąć miłości?

Wówczas taki ktoś ma za swoją skorupę lód. Lód nieufności. Natomiast wewnątrz płonie ogniem cierpnienia…
Życie takiej osoby jest puste i z biegiem czasu staje się ona coraz bardziej gnuśna.

Samotność zabija – szczególnie taka całkowita, w której nie ma ani jednego bliskiego człowieka.

Dobrze więc, jeśli spróbuje się obdarzyć uczuciem chociażby własne zwierzątko…* Kogokolwiek. Cokolwiek…

Uszczęśliw moje serce
Przydaj spokoju mojemu wnętrzu
Aby łatwiej było wszystko znosić…

I wzajemnie…

___
* Bez skojarzeń.;P

Nic dodać, nic ująć

Odkąd sięgam pamięcią zawsze było coś nie tak

W niełasce, w ciągły, nieszczęściu los bił na oślep

Szybko przestałam być dzieckiem, czy choć przez chwile byłam nim

I naprawdę nic co ludzkie mi obce nie jest

Zabawne jakie rzeczy potrafią czasem do głowy przyjść

A ja za dużo widzę, zbyt mocno czuję

 

Jenny, mam na imię Jenny

Może to cos zmieni gdy już wiesz

Dziwnie rozpalona Jenny

Co w jej głowie siedzi

Wiem tylko ja.

 

Już w szkole ciągle pytali czy ze mną wszystko w porządku jest

Gdyby tylko wiedzieli, znali prawdę

A ja wierze, że to co robię ma sens

Bo czasem lepiej odejść od zmysłów by nie zwariować

 

Jenny, mam na imię Jenny

Może to cos zmieni gdy już wiesz

Dziwnie rozpalona Jenny

Co w jej głowie siedzi

Wiem tylko ja.

E. Bartosiewicz, „Jenny”

Wyobraźcie sobie I

Wyobraźcie sobie klasę jakich wiele w polskich podstawówkach. Na przerwach jest rozwrzeszczana i dzika, na lekcjach nie słucha nauczycieli i rozrabia. To normalna radosna, różnorodna klasa. Ale bardzo nietolerancyjna.
Wyobraźcie sobie, że w tej klasie jest jedna mała dziewczynka całkiem inna niż jej koledzy i koleżanki. Dziewczynka ta siedzi cały dzień na swoim miejscu, nawet na przerwach, nie wydaje z siebie najmniejszego dźwięku; nie wstanie z krzesła póki nie usłyszy po temu wyraźnego rozkazu. Nawet się nie poruszy. Siedzi sztywno jak drewniana lalka, a na jej twarzy nie ma najmniejszego uśmiechu, jest raczej mina w „kopytko”. Nie ogląda się na kolegów ani koleżanki, nie odzywa się ani słowem, rzadko się śmieje, nawet nie zawsze kiedy cała klasa wybucha śmiechem. Rzadko się zgłasza do odpowiedzi. Właściwie tylko słucha i notuje.
Klasa jej nie lubi. Nie ma chwili, żeby się z niej nie wyśmiewała. Chłopaki zabierają jej kredki i piórnik i rzucają po klasie, dziewczyny czasem ją bronią, ale częściej dołączają się do „zabawy” albo przedrzeźniają jej minę. Często robią jej wyrzuty, że się do nich nie odzywa. Tak jakby robiła im wielką przykrość. Tak naprawdę mało ich to obchodziło, lubili się z niej nabijać i ani trochę nie chcieli jej przyjaźni.
Dziewczynka rzadko reagowała na ich zaczepki. Siedziała spokojnie w ławce i tylko czasem odwracała głowę w stronę chłopaków rzucających po całej klasie jej rzeczy. Nigdy nie upominała się o swoje. Mówiła sobie w duchu, że i tak w końcu oddadzą, więc jej wysiłek byłby niecelowy. Ale tak naprawdę nie potrafiła wyciągnąć nawet ręki w ich kierunku…

***

Wyobraźcie sobie jak pewnego razu na godzinie wychowawczej klasa razem z wychowawczynią obrała sobie za cel lekcji opowiedzenie sobie, dlaczego wkurza ich dziewczynka. Mówili o tym w jej obecności. A nawet nie mówili, tylko oskarżali ją o małomówność tak, jakby oskarżali kogoś o morderstwo. Wskazując ją palcami, wybałuszjąco czy i plując śliną, z wielką rozkoszą nienawistnych ludzi rozprawiali jaka to ona jest wredna.
Dziewczynka chciała ripostować. Już namierzała się do odpowiedzi, ale za każdym razem pomyślała, że cokolwiek nie powie, oni i tak wezmą to przeciwko niej. To, że się ich boi, także…