To do przeczytania!

Niestety w ostatnim czasie nie mam za dużo możliwości, by pisać nowe posty i komentować Wasze blogi, chyba mi to wybaczycie? Po pierwsze, mamy huk roboty z nowym forum o progenii, którym zajmuję się przede wszystkim ja i znajoma ze starego forum, która jutro będzie miala operację i muszę się sama wszystkim zająć. Zresztą nawet nie wiem, które forum w końcu ma być używane, bo ja założyłam jedno na fora.pl, a ona zrobiła dział o progenii na jakimś innym forum (bo to założone przeze mnie ma za mało opcji), na którym czuję się trochę obco i bez jej kierownictwa nie wiem co robić. Tak że sprawa rypnięta.
Myślimy też, jak napisałam w ramce „O mnie”, nad zrobieniem polskiej strony o progenii i innych wadach zgryzu. Zbieramy materiały, szukamy speców od grafiki i html-a, odpowiedniego serwera i jakiegoś lekarza, który zobowiąże się nam pomóc…
Po drugie, nie mam siły myśleć o pisaniu, bo… hm… humor mi szwankuje.
Po trzecie, i chyba ostatnie, od środy 2.08 zaczyna mi się jeżdżenie po lekarzach i Kongres, tak że do 6.08 uświadczycie mnie rzadko lub w ogóle…
… za co przepraszam i obiecuję napisać następną notkę o najciekawszym temacie, jaki tylko powstanie mi w głowie (właściwie już mi powstał, tylko będę musiała go opracować), oraz oczywiście nadrobić zaległości w komentowaniu Waszych notek.
Zresztą chyba to wytrzymacie, co nie? Nie jestem jakaś ważna i szczególnie interesująco pisząca zaraz. ;P
Chociaż jednak ja sama przyzwyczaiłam się do tego bloga i tak głupio mi się wydaje, że co jakiś krótki czas muszę coś napisać, bo inaczej będzie ze mną źle i w ogóle… Dziwna jestem, wiem.

Pół żartem, pół serio

Jak już zapewne niektórzy z Was wiedzą, szanowna picco pojechała wczoraj do Wa-wy się odchamić. Żeby było wesoło, na powitanie stolicy, wychodząc z dworca centralnego zaliczyła glebę na schodach (Ponoć to było spektakularne. Zgadzam się), potem prawie się nie zabiła wchodząc na teren szpitala, chyba w celu dostania się na urazówkę (się wie, w jakim miejscu się o to starać). Potem ładnie i zgrabnie dowiedziała się, że jest przygotowana do zabiegu (choć większość pacjentów jest odsyłana z kwitkiem) i że ma za to pochwalić swoje ortodontki (z przyjemnością) oraz że 6.09. ma przyjechać rozmówić się z niejakim dr W.
Wracając stwierdziła razem z mamą, że warszawski dworzec centralny jest niefajny i że to brzydko, że aby dojechać do Malborka przed północą trzeba wydać fortunę na ekspres…
W drodze jednak zobaczyła cudo (jak taki gostek może w ogóle istnieć???), ale to tylko drobna wzmianka. A tak w nawiasie trzeba wspomnieć, że picco zdaje się po raz pierwszy jechała ekspresem, tak jak dopiero po raz drugi była w Wa-wie (Tia, wycieczka na Ursus 15.07. też się liczy, co nie?).
Tak że odchamiłam się na całego.

***

Na bramie od mojego podwórka wisi sobie dumnie mniej więcej taka oto kartka:

Ma się chyba przez to rozumieć, że te warzywka są rysunkowe. Ale ja się nie znam, może takie są lepsze?